Dziennik z podróży 4

Lymkya rusza w drogę. Tasmania.

Za 5 godzin wylot. Artur chory, właśnie dziś! Ja na pewno nie będę piratować na tasmańskich drogach. Poza tym zajęta jestem okiełznaniem stada galopujących po moim brzuchu koni za pomocą ketanolu.

13:00
My wciąż niespakowani.

15:00
Biegniemy z plecakami do konsulatu chińskiego. Powinni odrzucić nasze podanie o wizę za sam wygląd. Przyjmują. Kontynuujemy podróż po Australii bez paszportów. W naszym stylu. Zielona na twarzy czołgam się do pociągu na lotnisko. Artur zgrywa bohatera ukradkiem wycierając smarki.

18:00
Lecimy. To cud.

20:00
Hobart. Jesteśmy. Haos – Lymkya 0:1

22:00
Ogień w kominku trzaska, gitara gra, dzielne podróżniki siedzą z kuflem tasmańskiego piwa i szczerzą się do siebie. Bo są już w Tasmanii 🙂

 

SONY DSC

 

 

PS. Brak zdjęć, literówki itd. zawdzięczamy tabletowi, z którego dziennik jest prowadzony. Eksperymentalnie i na surowo ale za to… z drogi.

You Might Also Like

4 komentarze

  • Olga pisze: 24/06/2014 at 19:22

    fuck yea! przynajmniej jest się czym pochwalić w robocie, w piękne wieczory wypełnione nadgodzinami- że niektórzy zamiast korpo mają Tasmanię 😉

    Odpowiedz
    • Lymkya pisze: 27/06/2014 at 09:45

      moja lepsza wersja mi kibicuje, bezcenne 🙂

      Odpowiedz
  • stara matka pisze: 25/06/2014 at 09:34

    nihil novi. dziecko kiedy ty zrozumiesz, ze odrobina ładu ulatwia życie, no ale wszystko dobre, co dobrze się kończy, a w końcu na miejsce dotarliście łobuzy. powinnas napisać książkę, „Poradnik nieżyciowy” – bestseller murowany!!!!!!!!!!!, buziaki, mamaI.

    Odpowiedz
    • Grzegorz pisze: 26/06/2014 at 16:02

      Z tą książką świetny pomysł, popieram w 100% 🙂

      Odpowiedz

    Zostaw komentarz